Dzisiaj jak widać trochę z innej beczki ;)
Dom nie do poznania
Oryginalny tytuł
Extreme Makeover: Home Edition
Kraj produkcji
USA
Oryginalny język
angielski
Główne role
Ty Pennington
Pierwsza emisja
2003- 2008
Liczba odcinków
121 (5)
Czas trwania odcinka
43 minut
Produkcja
Stacja telewizyjna
ABC
Dom nie do poznania (ang. Extreme Makeover: Home Edition) – program telewizyjny typu reality show amerykańskiej telewizji ABC, w Polsce emitowany również w telewizji BBC Lifestyle, Polsat oraz TVN Turbo, który po raz pierwszy został pokazany 3 grudnia 2003 jako specjalny odcinek programu Extreme Makeover. 15 lutego 2004 rozpoczęła się jego regularna emisja, jako spin-off programu Extreme Makeover i Trading Spaces.
W każdym odcinku dom jednej z amerykańskich rodzin, włączając wszystkie pokoje, wnętrza i teren wokół zostaje przemieniony przez drużynę budowlańców w siedem dni, podczas gdy rodzina zostaje wysłana na wakacje. Producentem programu jest amerykański oddział firmy Endemol (do ich produkcji należą takie hity jak Big Brother: Wielki Brat, Nieustraszeni czy program publicystyczny Tomasza Lisa Co z tą Polską?), we współpracy z Greengrass Productions, należącej do Disney/Buena Vista.
Program jest prowadzony przez Ty'a Penningtona, który był wcześniej stolarzem w programie Trading Spacer. Jest sponsorowany przez amerykańską sieć domów handlowych Sears. W obecnym sezonie remontowane są domy rodzin będących w potrzebie. Niektóre sceny są oparte na scenariuszu, np. w odcinku z Muppetami.
Piosenkę, którą słyszymy w czołówce jest piosenka So Much zespołu Of a Revolution.
Od 2005 r. pomagają rodzinom, które straciły dom podczas huraganu Katrina.
Ekipa remontowa:
Ty Pennington (lider drużyny/projektant/stolarz)
Paul DiMeo (stolarka)
Paige Hemmis (stolarka)
Tracy Hutson (doradca stylu/zakupy)
Daniel Kucan (projektowanie wnętrz)
Tanya McQueen (projektowanie wnętrz)
Michael Moloney (projektowanie wnętrz)
Constance Ramos (budowanie/planowanie)
Ed Sanders (stolarka)
Preston Sharp (wygląd zewnętrzny/wielkie pomysły/renowacja mebli)
Eduardo Xol (otoczenie)
Dawson Connor
Taak, to lubię ;P
Miłego czytania(jeśli ktoś oczywiście ma ochotę!)
Bye, bye ; ***
Saturday, August 23, 2008
Friday, August 22, 2008
I'm back !!!
Taaak... A więc wróciłam. I wcale nie chce mi się rozpakowywać. Słucham tylko cały czas piosenek, które dziwnie na mnie oddziaływują, ale ukajają moje zszargane nerwy.
Czuję się znowu tak, jakbym miała na głowie milion nowych problemów, a przecież dopiero co wróciłam z prawie dwu- miesięcznych wakacji i powinnam być wypoczęta. Jak nowo narodzona?
Ale gdzie tam!
Przyznaję, nie chce mi się pisać zbyt wiele. Szczerze mówiąc padam z nóg. Może to zmęczenie wywołane prawie 12-nasto godzinną podróżą. Echh...
Zapodam jakąś kojącą nutę na dziś.
Duffy - Breaking My Own Heart
Gabriela Cilmi - Sweet About Me
To tyle na dziś, tak sądzę. Jutro postaram się napisać coś więcej, może jakieś ogólne wrażenia dotyczące... sama nie wiem czego, ale może do jutra wymyślę ;P ;/
Humor jak na razie mam taki sobie. No, ale nieistotne to chyba w tym momencie jak się tak dobrze nad tym zastanowić. Zaczynam bredzić, więc pora mykać! No nic...
Do jutra. Bye ;**
Czuję się znowu tak, jakbym miała na głowie milion nowych problemów, a przecież dopiero co wróciłam z prawie dwu- miesięcznych wakacji i powinnam być wypoczęta. Jak nowo narodzona?
Ale gdzie tam!
Przyznaję, nie chce mi się pisać zbyt wiele. Szczerze mówiąc padam z nóg. Może to zmęczenie wywołane prawie 12-nasto godzinną podróżą. Echh...
Zapodam jakąś kojącą nutę na dziś.
Duffy - Breaking My Own Heart
Gabriela Cilmi - Sweet About Me
To tyle na dziś, tak sądzę. Jutro postaram się napisać coś więcej, może jakieś ogólne wrażenia dotyczące... sama nie wiem czego, ale może do jutra wymyślę ;P ;/
Humor jak na razie mam taki sobie. No, ale nieistotne to chyba w tym momencie jak się tak dobrze nad tym zastanowić. Zaczynam bredzić, więc pora mykać! No nic...
Do jutra. Bye ;**
Wednesday, August 13, 2008
Unfinished sympathy
Massive Attack
Wakacje dobiegają końca. Piękna pogoda poszła się jebać(wybaczcie mój język ;P).
"Człowiek, który mnie olał" zniknął na dobre i już go prawdopodobnie więcej nie zobaczę. Może to i lepiej?
Wiedziałam, że ten moment nastąpi. A mianowicie koszmary WRACAJĄ!
Żyłam tu sobie na Helu całkiem beztrosko przez prawie dwa miesiące. Było okej. Jednak przychodzą takie chwile, że wątpisz. Dosłownie we wszystko. W to co chcesz robić w życiu, dlaczego zawsze obierałaś taką a nie inną drogę. W końcu dochodzisz do wniosku, że źle wybrałaś. Martwi cię to, ale wiesz, że jeszcze nie wszystko stracone.
I w takich właśnie momentach, kiedy po chwili zwątpienia przychodzi do ciebie nadzieja na lepsze jutro, następuje telefon- telefon, który zmienia wszystko. A przynajmniej w sferze uczuciowej.
Mówiąc krótko- ON ma dziewczynę. I aż muszę to powiedzieć: A jednak! I nie jest to wcale wesołe 'a jednak!', ponieważ chłopak, o którym mowa był dla mnie cholernie ważny.
Idąc wtedy ulicą byłam pewna, że przechodnie słyszą niemalże trzask pękającego z żalu serca. Mojego serca.
Od tamtego czasu minął tydzień; czuję się już trochę lepiej. Teraz już przynajmniej mam wytłumaczenie JEGO dziwnego zachowania. Tak to się właśnie kończy.
Mówią, że kiedy jedno się kończy, drugie się zaczyna. Czas na nowy początek. Lepszy początek.
Tylko dlaczego kiedy pomyślę sobie o kolejnym roku codziennych męczarni i tych wszystkich rzeczach, które muszę zrobić po powrocie do domu, robi mi się słabo?
Tym "lekkim" pytaniem retorycznym kończę ten nie za wesoły wywód.
Trzymajcie się wszyscy ciepło i korzystajcie z wakacji do końca.
P.S. Mam nadzieję, że pogoda na Helu jeszcze się poprawi.
See ya ;***
Wakacje dobiegają końca. Piękna pogoda poszła się jebać(wybaczcie mój język ;P).
"Człowiek, który mnie olał" zniknął na dobre i już go prawdopodobnie więcej nie zobaczę. Może to i lepiej?
Wiedziałam, że ten moment nastąpi. A mianowicie koszmary WRACAJĄ!
Żyłam tu sobie na Helu całkiem beztrosko przez prawie dwa miesiące. Było okej. Jednak przychodzą takie chwile, że wątpisz. Dosłownie we wszystko. W to co chcesz robić w życiu, dlaczego zawsze obierałaś taką a nie inną drogę. W końcu dochodzisz do wniosku, że źle wybrałaś. Martwi cię to, ale wiesz, że jeszcze nie wszystko stracone.
I w takich właśnie momentach, kiedy po chwili zwątpienia przychodzi do ciebie nadzieja na lepsze jutro, następuje telefon- telefon, który zmienia wszystko. A przynajmniej w sferze uczuciowej.
Mówiąc krótko- ON ma dziewczynę. I aż muszę to powiedzieć: A jednak! I nie jest to wcale wesołe 'a jednak!', ponieważ chłopak, o którym mowa był dla mnie cholernie ważny.
Idąc wtedy ulicą byłam pewna, że przechodnie słyszą niemalże trzask pękającego z żalu serca. Mojego serca.
Od tamtego czasu minął tydzień; czuję się już trochę lepiej. Teraz już przynajmniej mam wytłumaczenie JEGO dziwnego zachowania. Tak to się właśnie kończy.
Mówią, że kiedy jedno się kończy, drugie się zaczyna. Czas na nowy początek. Lepszy początek.
Tylko dlaczego kiedy pomyślę sobie o kolejnym roku codziennych męczarni i tych wszystkich rzeczach, które muszę zrobić po powrocie do domu, robi mi się słabo?
Tym "lekkim" pytaniem retorycznym kończę ten nie za wesoły wywód.
Trzymajcie się wszyscy ciepło i korzystajcie z wakacji do końca.
P.S. Mam nadzieję, że pogoda na Helu jeszcze się poprawi.
See ya ;***
Thursday, July 31, 2008
Vacation = Music
No cóż... Nadal tkwię na Helu. Dlaczego mówię "tkwię", a nie na przykład "nadal jestem i się cieszę"? Sama nie wiem. Znów nadszedł chyba ten czas, że nic mi się nie chce. Zbyt dużo godzin spędzonych na plaży? Niekoniecznie.
Poczułam się ostatnio cholernie smutna i nieszczęśliwa pomimo panujących wakacji.
A ktoś mnie olał... Może właśnie dlatego oddaję się całkowicie(prawie ;P) muzyce.
Dodam teraz parę songów, które chodzą za mną dzień i noc ;D
The Ting Tings - That's No My Name
Katy Perry - I Kiss A Girl
Duffy - Mercy
Massive Attack - Teardrop
Foo Fighters - Long Road To Ruin
The Hives - Two Timing Touch And Broken Bones
Ala Boratyn - Don't Believe Them
To by było na tyle.
Do Sosnowca wracam prawdopodobnie dopiero 25 sierpnia. Czeka mnie więc jeszcze sporo czasu i okazji aby pogadać z "człowiekiem, który mnie olał" ;P Pobędę jeszcze trochę na Helu.
P.S. A nuż wybiorę się do Chałup lub Gdyni na jakąś imprezę. Chyba, że zbliża się jakaś na Helu, to wtedy zostaję ;P
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko. Trzymajcie się. See ya ; ***
Poczułam się ostatnio cholernie smutna i nieszczęśliwa pomimo panujących wakacji.
A ktoś mnie olał... Może właśnie dlatego oddaję się całkowicie(prawie ;P) muzyce.
Dodam teraz parę songów, które chodzą za mną dzień i noc ;D
The Ting Tings - That's No My Name
Katy Perry - I Kiss A Girl
Duffy - Mercy
Massive Attack - Teardrop
Foo Fighters - Long Road To Ruin
The Hives - Two Timing Touch And Broken Bones
Ala Boratyn - Don't Believe Them
To by było na tyle.
Do Sosnowca wracam prawdopodobnie dopiero 25 sierpnia. Czeka mnie więc jeszcze sporo czasu i okazji aby pogadać z "człowiekiem, który mnie olał" ;P Pobędę jeszcze trochę na Helu.
P.S. A nuż wybiorę się do Chałup lub Gdyni na jakąś imprezę. Chyba, że zbliża się jakaś na Helu, to wtedy zostaję ;P
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko. Trzymajcie się. See ya ; ***
Monday, July 21, 2008
What's going on ?!
Taak... Jestem na Helu. Ale w sumie co z tego? Czy tak naprawdę cokolwiek się zmieniło? I don't think so. Po części jest nadal tak samo źle. Na szczęście tylko po części. Na razie staram się zapomnieć, co wydarzyło się półtora tygodnia temu. Wtedy mogłam stracić ważną dla mnie osobę.
Mój dziadek prawie umarł.
Nigdy nie zapomnę tego całego zamieszania kiedy przyszłam do domu, ze spaceru; wyrazu jego twarzy, kiedy przyjechało pogotowie; jakby już chciał się z nami pożegnać, a za brakło mu czasu, żeby wszystko nam powiedzieć. Zbyt mało słów, zbyt mało czynów...
I tak bardzo się cieszę, że wszystko wróciło już w miarę do normy. Oczywiście nie należy chwaliś dnia przed zachodem słońca ;/ Dziadek poleżał tydzień w szpitalu(najpierw walka z rakiem, a na domiar złego zator w płucach). Teraz jest już w domu. Ja i moja rodzina staramy się jak najlepiej nim zajmować i opiekować. Zdecydowanie jestem ateistką, ale modliłam się podczas tego kryzysu o pomoc. Czyją? Sama tego tak do końca nie wiem. Staram się siebie zrozumieć. Może kiedyś mi się to ud, w końcu...
Podarowałam sobie dzisiaj wyjazd do Rumi. Jakoś nie mam ochoty tłuc się dwie i pół godziny samochodem lub- co gorsza- busem. Jestem leniwa? Możliwe, ale dobrze mi z tym. Przynajmniej w wakacje. To jest właśnie ten czas, kiedy mogę się 'opieprzać' do woli ;P
Planuję jutro iść na plażę i popracować znowu nad moją opalenizną, jeżeli słoneczko przygrzeje ;D W pierwszym tygodniu mojego pobytu tutaj chodziłam codziennie nad morze, pływałam i wygrzewałam się na słońcu. Miałam rację, nic tak mnie nie uspokaja jak spacery brzegiem morza, wśród dźwięku fal i krzyku mew. To niezastąpione. Przynajmniej dla mnie :) Wtedy mam czas pomyśleć, zastanowić się nas swoim życiem. Wiem, że to bardzo filozoficznie zabrzmiało; zwłaszcza w moich ustach, ale czasami snuję takie wywody ;)
A niech to! Muszę już lecieć.
Mam nadzieję, że uda mi się za parę dni wpaść w to "miejsce wybawienia", gdzie czekać na mnie będzie wolny komputer z internetem tu, w Helu ;P Postaram się, postaram. Wówczas z całą pewnością coś jeszcze na tym blogu nabazgrzę ;D
Na razie mówię Wam see ya ;***
Mój dziadek prawie umarł.
Nigdy nie zapomnę tego całego zamieszania kiedy przyszłam do domu, ze spaceru; wyrazu jego twarzy, kiedy przyjechało pogotowie; jakby już chciał się z nami pożegnać, a za brakło mu czasu, żeby wszystko nam powiedzieć. Zbyt mało słów, zbyt mało czynów...
I tak bardzo się cieszę, że wszystko wróciło już w miarę do normy. Oczywiście nie należy chwaliś dnia przed zachodem słońca ;/ Dziadek poleżał tydzień w szpitalu(najpierw walka z rakiem, a na domiar złego zator w płucach). Teraz jest już w domu. Ja i moja rodzina staramy się jak najlepiej nim zajmować i opiekować. Zdecydowanie jestem ateistką, ale modliłam się podczas tego kryzysu o pomoc. Czyją? Sama tego tak do końca nie wiem. Staram się siebie zrozumieć. Może kiedyś mi się to ud, w końcu...
Podarowałam sobie dzisiaj wyjazd do Rumi. Jakoś nie mam ochoty tłuc się dwie i pół godziny samochodem lub- co gorsza- busem. Jestem leniwa? Możliwe, ale dobrze mi z tym. Przynajmniej w wakacje. To jest właśnie ten czas, kiedy mogę się 'opieprzać' do woli ;P
Planuję jutro iść na plażę i popracować znowu nad moją opalenizną, jeżeli słoneczko przygrzeje ;D W pierwszym tygodniu mojego pobytu tutaj chodziłam codziennie nad morze, pływałam i wygrzewałam się na słońcu. Miałam rację, nic tak mnie nie uspokaja jak spacery brzegiem morza, wśród dźwięku fal i krzyku mew. To niezastąpione. Przynajmniej dla mnie :) Wtedy mam czas pomyśleć, zastanowić się nas swoim życiem. Wiem, że to bardzo filozoficznie zabrzmiało; zwłaszcza w moich ustach, ale czasami snuję takie wywody ;)
A niech to! Muszę już lecieć.
Mam nadzieję, że uda mi się za parę dni wpaść w to "miejsce wybawienia", gdzie czekać na mnie będzie wolny komputer z internetem tu, w Helu ;P Postaram się, postaram. Wówczas z całą pewnością coś jeszcze na tym blogu nabazgrzę ;D
Na razie mówię Wam see ya ;***
Subscribe to:
Posts (Atom)