... i już od samego rana, kiedy tylko poczułam świecące mi na twarz pierwsze promienie słońca, czuję się kompletnie zdemotywowana. Wiosna nadchodzi w tempie ekspresowym, a człowiek musi uczyć się do matury. Nie tyle musi, co sam chce. Doskonale wiem, że to ważne :)
Jeśli wcześniej czekałam tylko na pierwsze oznaki końca zimy, tak teraz mam ochotę krzyknąć: "wiosno, poczekaj!" Ehh... ;)
P.S. Dzisiaj niezwykle krótko. Tylko jedna wolna myśl ;P
Thursday, February 25, 2010
Saturday, February 20, 2010
One second.
Wyjątkowo ponury dzień. Zima ustępuje, śnieg topnieje, tworząc na chodnikach mokrą breję. Na szczęście nie mam nic w planach, więc nie muszę narażać się na grzęźnięcie w niej prawie po kostki ;)
Pomimo niezbyt sprzyjającej aury, mam całkiem dobry humor. Jedynie od czasu do czasu gdzieś w zakamarki mojego umysłu zakrada się nutka sceptycyzmu i zaczynam chłodno kalkulować. Ale tylko przez jeden moment :)
Tak sobie myślę, że najlepszą porą na pisanie tego typu słów jest noc. Przyznaję, miałam ogromną ochotę zaczekać z kolejnym wpisem do jak najpóźniejszej pory, ale zrezygnowałam; być może nie chcąc narażać się rodzicom :P Wydaje mi się, że pisanie czegokolwiek w czasie, kiedy wszędzie wokół panuje już cisza i spokój, kiedy tylko gdzieniegdzie w blokach na przeciwko można dostrzec zapalone światło, uszlachetnia i nadaje moim myślom zupełnie niewinnego i jakby nieco świeższego spojrzenia. W nocy nasz umysł i ciało odpoczywa, ot! takie "chwilowe" odcięcie się od trudów codzienności. Ale jakie ożywcze! W końcu, kto z nas nie lubi chociaż czasami pospać dłużej ;)
Czuję wewnętrzny spokój. Może powinno być na odwrót, nie jestem pewna. Gdzieś tam coś mi mówi, że jeszcze przyjdzie czas na panikę, ale nie należy go wyczekiwać, bo i po co. Crape diem? Raczej moja własna filozofia życiowa, która ulegała już wielokrotnym zmianom w przeciągu tych osiemnastu - ba, prawie dziewiętnastu - lat. Kształtując nowe poglądy nie raz, i nie dwa udało mi się zaobserwować również zmainy horyzontów myślowych obecnie panujących w naszej kulturze. Dobrym pytaniem zdaje się być, pod który ja osobiście się podpisuję. Chyba wszystko po trochu... Zresztą nieważne jest nawet czasami co myślę, ale co czuję. Z uczuciami owszem, jest trudniej dlatego niełatwo je zmienić i z tego jestem w pełni zadowolona :) Uczucia odgrywają bardzo istotną rolę w moim życiu i bardzo często to na nich opieram swoje decyzje, ale zawsze staram się też pamiętać o zdroworozsądkowym rozumowaiu. Ta mieszanka niekoniecznie pomaga, ale z całą pewnością ułatwia życie ;) W rezultacie popełnianie błędów jest rzeczą ludzką. To dzięki nim człowiek się uczy. A co najważniejsze, uczy się, w jak wspaniały sposób jes naprawiać :)
Ale starczy juz tych dywagacji, lekko mi ulżyło. Czasami nawet ja pozwalam sobie na swobodny przepływ myśli, które niekoniecznie muszą mieć głębsze znaczenie ;)
Pomimo niezbyt sprzyjającej aury, mam całkiem dobry humor. Jedynie od czasu do czasu gdzieś w zakamarki mojego umysłu zakrada się nutka sceptycyzmu i zaczynam chłodno kalkulować. Ale tylko przez jeden moment :)
Tak sobie myślę, że najlepszą porą na pisanie tego typu słów jest noc. Przyznaję, miałam ogromną ochotę zaczekać z kolejnym wpisem do jak najpóźniejszej pory, ale zrezygnowałam; być może nie chcąc narażać się rodzicom :P Wydaje mi się, że pisanie czegokolwiek w czasie, kiedy wszędzie wokół panuje już cisza i spokój, kiedy tylko gdzieniegdzie w blokach na przeciwko można dostrzec zapalone światło, uszlachetnia i nadaje moim myślom zupełnie niewinnego i jakby nieco świeższego spojrzenia. W nocy nasz umysł i ciało odpoczywa, ot! takie "chwilowe" odcięcie się od trudów codzienności. Ale jakie ożywcze! W końcu, kto z nas nie lubi chociaż czasami pospać dłużej ;)
Czuję wewnętrzny spokój. Może powinno być na odwrót, nie jestem pewna. Gdzieś tam coś mi mówi, że jeszcze przyjdzie czas na panikę, ale nie należy go wyczekiwać, bo i po co. Crape diem? Raczej moja własna filozofia życiowa, która ulegała już wielokrotnym zmianom w przeciągu tych osiemnastu - ba, prawie dziewiętnastu - lat. Kształtując nowe poglądy nie raz, i nie dwa udało mi się zaobserwować również zmainy horyzontów myślowych obecnie panujących w naszej kulturze. Dobrym pytaniem zdaje się być, pod który ja osobiście się podpisuję. Chyba wszystko po trochu... Zresztą nieważne jest nawet czasami co myślę, ale co czuję. Z uczuciami owszem, jest trudniej dlatego niełatwo je zmienić i z tego jestem w pełni zadowolona :) Uczucia odgrywają bardzo istotną rolę w moim życiu i bardzo często to na nich opieram swoje decyzje, ale zawsze staram się też pamiętać o zdroworozsądkowym rozumowaiu. Ta mieszanka niekoniecznie pomaga, ale z całą pewnością ułatwia życie ;) W rezultacie popełnianie błędów jest rzeczą ludzką. To dzięki nim człowiek się uczy. A co najważniejsze, uczy się, w jak wspaniały sposób jes naprawiać :)
Ale starczy juz tych dywagacji, lekko mi ulżyło. Czasami nawet ja pozwalam sobie na swobodny przepływ myśli, które niekoniecznie muszą mieć głębsze znaczenie ;)
Thursday, February 18, 2010
Words.
"Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość. "
— Paulo Coelho (ur. 1947)
Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam...
"Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości. "
— Paulo Coelho (ur. 1947)
Alchemik
"W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. "
— Paulo Coelho (ur. 1947)
Romantyczny nastrój mi się udzielił. Dobrze mi... :)
Tuesday, February 16, 2010
Lost.
Dzisiaj mam koszmarny dzień. Czuję to. Zupełnie tak, jakby wszystko co najgorsze powróciło. Jakby to, czego najbardziej się obawiam atakowało mnie ze wzmożoną siłą. Moje wysiłki, starania, żeby prowadzić normalne rozmowy, uśmiechać się i pokazywać, jak to jest mi dobrze, spełzają na niczym. Czasami po prostu nie potrafię ukryć tego, co czuję. A chciałabym, bo wiem, że to może skrzywdzić bliskie mi osoby. Nie chcę promieniować złym humorem, tak jak kiedyś bywało to codziennie. Nie chcę być flegmatyczna, nie nadająca się do życia, tylko wręcz przeciwnie. Dzisiaj czuję, że niepotrzebnie się staram. Może powinnam pozwolić rozwijać się swojej "chorobie"? Ale nie mogę, nie powinnam, bo cały czas mam mnóstwo rzeczy do zrobienia.
Ja... ja chciałabym nieraz bardzo, żeby to wszystko się skończyło... Sama nie wiem co, ale żeby już się skończyło, bo nie mogę dalej... Jednak z drugiej strony pragnę więcej szczęścia i niech trwa.
Najśmieszniejsze jednak jest to, co powiedziałabym mi pani psychiatra w takim momencie: "że mam wziąć się w garść, uspokoić i walczyć sama z sobą, ze swoimi słabościami. " Owszem, czuję się słaba, zagubiona niczym mała dziewczynka, bo widocznie wiele mi z niej pozostało, a reszta to tylko pozory i kolejne tabletki. I kim ja tak naprawdę jestem i dla kogo? Łatwo jest mówić komuś o "chorobie", której tak naprawdę samemu się nie doświadczyło.
Zastanawiam się, dlaczego potrafię nieraz pomóc komuś, a sobie nie, hmm? Może jestem niewdzięczna?*
Pisane przy tej oto piosence:
*Powyższa wypowiedź zawiera duże pokłady depresyjnego myślenia. Proszę się z nią nie utożsamiać. Osoba, która to napisała miała po prostu ciężki dzień.
Ja... ja chciałabym nieraz bardzo, żeby to wszystko się skończyło... Sama nie wiem co, ale żeby już się skończyło, bo nie mogę dalej... Jednak z drugiej strony pragnę więcej szczęścia i niech trwa.
Najśmieszniejsze jednak jest to, co powiedziałabym mi pani psychiatra w takim momencie: "że mam wziąć się w garść, uspokoić i walczyć sama z sobą, ze swoimi słabościami. " Owszem, czuję się słaba, zagubiona niczym mała dziewczynka, bo widocznie wiele mi z niej pozostało, a reszta to tylko pozory i kolejne tabletki. I kim ja tak naprawdę jestem i dla kogo? Łatwo jest mówić komuś o "chorobie", której tak naprawdę samemu się nie doświadczyło.
Zastanawiam się, dlaczego potrafię nieraz pomóc komuś, a sobie nie, hmm? Może jestem niewdzięczna?*
Pisane przy tej oto piosence:
*Powyższa wypowiedź zawiera duże pokłady depresyjnego myślenia. Proszę się z nią nie utożsamiać. Osoba, która to napisała miała po prostu ciężki dzień.
Sunday, February 14, 2010
Train.
Pamiętam jeszcze książkę pod tytułem "O psie, który jeździł koleją ". Czasami sama się tak czuję. Kiedy byłam młodsza w życiu nie przypuszczałabym, że podróżowanie pociągami stanie się integralną częścią mojego życia. Co najlepsze, podróżowanie w ten właśnie sposób sprawia mi ogromną przyjemność ;)
Siedząc w pociągowym fotelu, przedziale, leżąc, mam czas na różne przemyślenia. Wyglądam przez okno, obserwuję zmieniający się z czasem i przebytymi kilomertami krajobraz, podziwiam. Przede wszystkim przyrodę, bo jestem na nią niezwykle wyczulona. Jej różnorodność zawsze silnie na mnie oddziałuje i pobudza do życia romantyczną część mojej natury. W połączeniu z muzyką lecącą z mp3, może w moim przypadku zdziałać cuda. Zaczynam snuć refleksje na temat przyszłości, układać sobie różne plany, czasami rozpamiętywać minione zdarzenia i powtórnie rozkoszować się nimi. Zaczynam dochodzić do wniosku, że bezpośredni, a nawet decydujący wpływ na moje odczucia ma sama jazda pociągiem; stukot o szyny, miarowe szarpnięcia i postoje... A zauważyliście, że gdy jest ciemno światła miast zlewają się w pędzie w wielokolorowe smugi? Ja tak. Mam wrażenie, że to magiczne, że podróżowanie, w pewien sposób zwiedzanie, przemieszczanie się razem ze swoimi myślami i ciałem w inne miejsce, ma w sobie coś niesamowitego. A to tylko jazda pociągiem... :)
Siedząc w pociągowym fotelu, przedziale, leżąc, mam czas na różne przemyślenia. Wyglądam przez okno, obserwuję zmieniający się z czasem i przebytymi kilomertami krajobraz, podziwiam. Przede wszystkim przyrodę, bo jestem na nią niezwykle wyczulona. Jej różnorodność zawsze silnie na mnie oddziałuje i pobudza do życia romantyczną część mojej natury. W połączeniu z muzyką lecącą z mp3, może w moim przypadku zdziałać cuda. Zaczynam snuć refleksje na temat przyszłości, układać sobie różne plany, czasami rozpamiętywać minione zdarzenia i powtórnie rozkoszować się nimi. Zaczynam dochodzić do wniosku, że bezpośredni, a nawet decydujący wpływ na moje odczucia ma sama jazda pociągiem; stukot o szyny, miarowe szarpnięcia i postoje... A zauważyliście, że gdy jest ciemno światła miast zlewają się w pędzie w wielokolorowe smugi? Ja tak. Mam wrażenie, że to magiczne, że podróżowanie, w pewien sposób zwiedzanie, przemieszczanie się razem ze swoimi myślami i ciałem w inne miejsce, ma w sobie coś niesamowitego. A to tylko jazda pociągiem... :)
Subscribe to:
Posts (Atom)