Monday, October 20, 2008

Hmm...

Pierwszy dzień w szkole po chorobie, a już mi się odechciewa dalszego tam uczęszczania.
I naprawdę nie rozumiem, jak inni wytrzymują ze sobą nawzajem. Przecież oczaleć można, kiedy pani na fizyce nie może normalnie prowadzić lekcji(a właściwie może, ale tylko z trzema osobami - w tym ja), ponieważ cała reszta ma wszystko totalnie gdzieś! Rozumiem zachowywać się tak po wakacjach, kiedy jeszcze do końca nie wywietrzały człowiekowi z głowy te jakze niesamowite dwa miesiące błogiego nicnierobienia, ale są pewne granice. W końcu, jeżeli komuś na czymś choć trochę zależy, to powinien potrafić wytrzymać te 45 minut we względnej - powtarzam - względnej ciszy. A później będą chodzić i jęczeć, że nie podoba im się ocena, którą dostali. Jak to zwylke zresztą bywa... Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Wątpię, czy pani profesor będzie zainteresowana poprawianiem ocen osobom, które ją olewają. Bardzo wątpię. Typowy żal.pl.

Drugą bulwersującą mnie sprawą, jest jutrzejszy angielski. Kompletnie nie potrafię pojąć, jak można robić uczniom jednego dnia i całogodzinny sprawdzian i kartkówkę. Podkreślam NA JEDNEJ GODZINIE LEKCYJNEJ. Pomoże mi ktoś to zrozumieć? Czy my już naprawdę nie mamy żadnych praw?! Rozumiem, że zostało być może niewiele czasu do końca semestru i pani chciałaby mieć więcej ocen, ale to nie znaczy, że my się mamy zajechać!! W tym momencie wypadałoby powiedzieć liberum veto i wszcząć bunt, ale ktoś mi kiedyś zarzucił, że jestem typem buntowniczki, więc się powstrzymam. Ponieważ typem buntowniczki nie jestem. I niekoniecznie chcę być ;P
Mam nadzieję, że uda nam się jutro coś w tej sprawie załatwić, bo jak widać, moze nie być kolorowo. Denerwuje mnie fakt, że pewnie ja będę musiała być osobą, która będzie zmuszona coś w tym kierunku zrobić, ponieważ reszta niekoniecznie pała do tego chęcią. Ja nie wiem, kiedy oni w końcu nauczą się dbać o własne interesy. Cóż... pożyjemy, zobaczymy. Nuż będziemy mieć szczęście i pani się ulituje? Pozostawiam to dniu jutrzejszemu ;)

W tym tygodniu czeka mnie jeszcze zaliczenie chociażby paru zaległych z zeszłego tygodnia sprawdzianów. Bardzo nie lubię mieć zaległości, a troszkę się ich uzbierało. I nie chodzi tutaj tylko o same sprawdziany czy kartkówki, ale głównie bierzący materiał. Jak wiadomo, część informacji zapamiętuje się na lekcji, a przynajmniej ma się jakie takie pojęcie o nowo poruszanym temacie. Echh... Będę musiała wszystko nadrobić. Dlatego z jednej strony dobrze, że moja klasa wyjeżdża już w czwartek. Dzięki temu zyskam więcej czasu :) Szkoda tylko, że jadą wtedy moje przyjaciółki ;/ Mam nadzieję, ze miło spędzą czas w Węgierskiej Górce.
Póki co, pora nauczyć się czegokolwiek. I polegać na własnym instynkcie, bo to naprawdę pomaga ;)
Bye, bye, moi mili ludzie ; **

P.S. http://pl.youtube.com/watch?v=gcXE16VExY0 ...