Monday, September 1, 2008

First day of school

O rozpoczęciu roku szkolnego: krótko, zwięźle i... niekoniecznie na temat ;)
Miało zacząć się o godzinie 9.00, a nie zaczęło się w ogóle. Po raz pierwszy w ciągu tylu lat chodzenia do różnych szkół zdarzyło mi się, że było rozpoczęcie bez rozpoczęcia. Już tłumaczę, o co chodzi. Po prostu nie odbyła się żadna akademia. Nic. Zero. Nul. Nada. Niet.
Żadnej podnoszącej na duchy mowy od dyrektora, żadnych życzęń udanego roku szkolnego, żadnej przemowy zeszłorocznego przewodniczącego szkoły i- przede wszystkim- zero występu klas teatralnych, które cieszą się zwylke dużą popularnością, ponieważ wystawiają świetne przedstawienia.
Najzwyzaczniej w świecie poszliśmy do klas aby tam usłyszeć plan lekcji na kolejnych kilka dni i parę uwag, które były(zdaniem wicedyrektora, który przyszedł na zastępstwo za naszego wychowawcę) absolutnie niezbędne. Swoją drogą ciekawe, dlaczego nie było naszego wychowawcy. Podobno jutro ma przyjść. Echh...
Tak więc musieliśmy się wszyscy obejść smaczkiem na piękny występ na akademii. Tak bywa. Zero pozytywnych stron.
W dodatku ludzi, których na moje nieszczęście muszę nazywać "swoją klasą", niezbyt przyjaźnie się przywitali. Raczej patrzyli na mnie i moje koleżanki jak na eksponaty w galerii. Heh, ogólnie rzecz biorąc mam to gdzieś ;) Ja naprawdę mam przyjaciół ;P Zwisa mi i powiewa, że ktoś jest zazdrosny(Oh, God! jakie to głupie ;/) albo rości sobie jeszcze inne problemy co do osoby mojej i moich koleżanek. Ich problem ;D Ja sobie spokojnie żyję. No! chyba, że ktoś ten spokój zakłóci. Wtedy lepiej niech się trzyma z daleka. Ale to tak na marginesie ;)
Jest jak jest i na razie bez większych zmian.
Niedługo zapisuję się na pewnien kurs, ale to na razie tajemnica. It's a secret ;) Powiem, jak wszystko się uda.
Zarzucam jakąś nutę na dziś, żeby zmienić nastrój.

Avril Lavigne - I Don't Have To Try


Miłego wieczoru. Bye, people ; ***